Elena Kucharik i misie, które nauczyły dzieci nazywać uczucia
Miały być rysunkiem na kartkę z życzeniami. Zostały pierwszym słownikiem emocji dla całego pokolenia.
Zaczęło się od zlecenia, jakich American Greetings rozdawało setki. W 1981 roku ilustratorka Elena Kucharik dostała zadanie: narysować misie na kartki okolicznościowe. Ograniczenie było proste — każdy miś w innym kolorze, każdy z jednym symbolem na brzuchu. I właśnie to ograniczenie okazało się pomysłem, który przeżył cztery dekady. Tęcza to radość. Koniczyna to szczęście. Serce to miłość. Dziecko, które nie umie jeszcze powiedzieć „jest mi smutno", pokazuje palcem na misia — i nagle ma na to słowo.
Oficjalny debiut przyszedł w 1982 roku, a rok później misie trafiły na półki jako pluszaki. Reszta jest liczbami, których nikt się nie spodziewał.
Kobieta, która je narysowała
Kucharik urodziła się w Cleveland w stanie Ohio, skończyła sztuki piękne na Kent State University i trafiła do American Greetings jako artystka kartek — jednej z tych prac, o których nikt nie myśli, że mogą zmienić kulturę popularną. Kiedy firma zleciła pierwsze niedźwiedzie, to ona nadała im twarz. Przez ćwierć wieku narysowała setki ilustracji: do kart, książek, ubrań, całej lawiny produktów licencyjnych. Nie była wykonawczynią jednego projektu — była główną artystką marki i jej współautorką. Po dwudziestu pięciu latach freelance odłożyła Care Bears na bok i zajęła się tym, od czego wszystko się zaczęło: ilustrowaniem książek dla dzieci.
Emocja na brzuchu
Sercem projektu — dosłownie na środku każdego misia — jest Belly Badge, symbol na brzuszku. Pomysł wyszedł od zespołu TCFC, ale to on przesądził, czym Care Bears naprawdę są. Bo misie nie miały być tylko słodkie. Miały dać dzieciom język, zanim będą miały słowa.
Dlatego obok Cheer Bear z tęczą stoi Grumpy Bear z chmurą i deszczem. To nie pomyłka i nie przypadek. To był świadomy komunikat: zły humor też jest w porządku, ma swojego misia, mieści się w świecie. W 1981 roku to było wywrotowe myślenie o zabawce — nie „bądź grzeczny i wesoły", tylko „wszystkie twoje uczucia mają miejsce".
Miały leżeć na kartce z życzeniami. Skończyło się na tym, że przez czterdzieści lat uczyły dzieci mówić o miłości, złości i smutku. Żadna terapia nie była tak kolorowa.
Care-a-Lot, czyli skąd przylatują
Misie mieszkają w Care-a-Lot — królestwie z chmur, serc i gwiazd, którego nazwa to żart z Camelotu. Zjeżdżają stamtąd na Ziemię, kiedy jakieś dziecko ma gorszy dzień, a ich narzędziem jest Care Bear Stare: wiązka światła wystrzelona prosto z Belly Badge. Kreskówka ruszyła w 1985 roku, a między 1985 a 1987 powstały trzy filmy kinowe. Wtedy z serii kartek zrobił się pełny świat.
Dlaczego wciąż wracają
Care Bears nie tyle przetrwały, co wracają falami. W 2002 roku American Greetings odświeżyło markę na dwudziestolecie. W 2007 przyszła animacja CGI. W 2019 — „Unlock the Magic" na Boomerangu i HBO Max. Dziś prawa należą do WildBrain, a pluszaki i figurki trafiają już nie do dzieci, tylko do millenialsów, którzy znają Grumpy Beara od zawsze — i kupują go teraz dla siebie, nie dla dziecka. To rzadki przypadek marki, która zestarzała się razem ze swoją publicznością i na tym zyskała.
Kogo warto poznać
Jeśli dopiero wchodzisz w ten świat, tych czworo najłatwiej zapamiętać — i najczęściej wracają w kolekcjach.
Pierwsza czwórka
Cała kolekcja Care Bears czeka u nas — z Belly Badge i całą resztą.
Zobacz kolekcję →





































