Najdroższe Labubu świata. Kiedy zabawka przestaje być zabawką
Jest taki moment na każdej aukcji, w którym w sali robi się cicho. Licytator unosi rękę, ktoś na drugim końcu świata dotyka ekranu telefonu — i mała, zębata istota, która zaczęła życie jako rysunek w szkicowniku, zmienia się w coś, czego nikt jej nie obiecywał: w dzieło sztuki warte więcej niż mieszkanie.
Labubu nie miał być inwestycją. Miał być figlem — chochlikiem z nordyckiej baśni, którego Kasing Lung wymyślił, zanim ktokolwiek wiedział, że potworki mogą być modne. A jednak w czerwcu 2025 roku w Pekinie odbyła się pierwsza w historii aukcja poświęcona wyłącznie tym stworzeniom — i świat dowiedział się, ile ludzie są gotowi zapłacić za odrobinę dzieciństwa, rzadkości i magii naraz.
Te kwoty nie mówią o figurkach. Mówią o nas — o tym, jak bardzo tęsknimy za czymś, co jest tylko nasze, jedyne na świecie, niemożliwe do powtórzenia.
Miętowy. Jedyny na świecie
Stał wyprostowany na sto trzydzieści jeden centymetrów — wzrostu dziesięciolatka. Miętowo-zielony, z tym swoim grymasem między uśmiechem a ostrzeżeniem. Pierwsza generacja, wykonana zanim Lung w ogóle podpisał umowę licencyjną z Pop Mart. Licytator powiedział tylko jedno zdanie: jedyny taki na świecie. Reszta wydarzyła się w ciszy i na ekranach ponad tysiąca telefonów.
Cena z prowizją sięgnęła 1,24 miliona juanów — około 170 tysięcy dolarów. Tego dnia padł rekord nie tylko dla Labubu, ale i dla samego Kasinga Lunga. Ten sam człowiek, którego akrylowy obraz kilka tygodni wcześniej trafił na wieczorną aukcję domu Christie's. Z szkicownika na ściany kolekcjonerów — w jedno pokolenie.
Brązowy olbrzym. Jeden z piętnastu
Tuż za miętowym stał jego większy brat — sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu, brązowy, masywny, jeden z zaledwie piętnastu istniejących na całej planecie. Tam, gdzie miętowy był unikatem, ten był legendą o ograniczonym nakładzie: wystarczająco rzadki, by rozpalić salę, wystarczająco realny, by w ogóle dało się go zdobyć.
Trzej mędrcy, którzy potroili wartość
Najpiękniejsza historia tej aukcji nie była o rozmiarze. Zestaw „Three Wise Labubu" — trzy małe figurki z 2017 roku, nakład stu dwudziestu kompletów — miesiąc wcześniej sprzedał się u Sotheby's za 186 tysięcy juanów. Wrócił na licytację w Pekinie i w ciągu jednego wieczoru osiągnął ponad trzykrotność tamtej ceny. To nie inflacja. To prędkość, z jaką pragnienie potrafi rosnąć.
Cała aukcja — czterdzieści osiem obiektów, wszystkie sprzedane, żaden bez nabywcy — przyniosła 3,73 miliona juanów. Sala na dwieście osób i ponad tysiąc licytujących, którzy nigdy nie weszli do środka, bo licytowali z drugiego końca świata, jednym kciukiem.
Dlaczego ktoś płaci tyle za zabawkę
Łatwo się z tego śmiać. Łatwiej, niż przyznać, że rozumiemy. Bo prawda jest taka, że nie płaci się tu za winyl ani za futerko. Płaci się za to samo, za co zawsze płaciło się w sztuce: za rzadkość, autorstwo i historię, którą można nosić jak własną.
- Rzadkość — „jedyny na świecie" to nie slogan, to obietnica, że nikt inny tego nie ma.
- Ręka artysty — pierwsze generacje i prototypy malowane przez Lunga traktuje się dziś jak oryginalne obrazy, nie jak produkt z taśmy.
- Moment kulturowy — kupując takiego Labubu, kupujesz kawałek dokładnie tej chwili, w której potworek stał się ikoną.
- Emocja, nie kalkulacja — eksperci ostrzegają wprost: to nie są instrumenty finansowe, tylko popkulturowe artefakty. Kupuj sercem, nie arkuszem Excela.
I może właśnie to jest najczulsze w tej całej historii. Że w świecie, który wszystko sprowadza do liczb, ludzie wciąż potrafią wydać fortunę na coś, co nie robi nic — po prostu stoi, patrzy tym swoim zębatym uśmiechem i przypomina, że kiedyś umieliśmy się zachwycać bez powodu.
Magia jest bliżej, niż myślisz
Nie musisz mieć stu siedemdziesięciu tysięcy dolarów, żeby zacząć. Te rekordy to skrajność — najwyższe nuty pieśni, która ma też swoje ciche, dostępne tony. Każda figurka Labubu, którą trzymasz w dłoni, należy do tej samej rodziny co miętowy olbrzym z Pekinu. Ta sama postać, ta sama opowieść, ten sam dreszcz przy otwieraniu blind boxa — tylko w skali, na którą możesz sobie pozwolić.
Bo kolekcja nie zaczyna się od fortuny. Zaczyna się od jednej rzeczy, która sprawia, że robi ci się cieplej. A jeśli chcesz mieć pewność, że Twój Labubu jest oryginalny, zanim kiedykolwiek pomyśli o salonie aukcyjnym — napisaliśmy o tym osobno: jak rozpoznać prawdziwego Pop Mart.
Twoja własna magia. Cała kolekcja Labubu w Kickomi.
Zobacz Labubu →











